Jerzy Gorgoń – Wielka biała gÃģra

Czas czytania: 14 m.
4.6
(10)

Kiedy wychodził na boisko, zawsze robił znak krzyÅža, a rywale drÅželi na jego widok. Spokojny i pogodny, ale na murawie kawał twardziela. NaleÅžał do najlepszych polskich obrońcÃģw. Jedna z ikon GÃģrnika Zabrze i podpora reprezentacji Polski. Do spÃģłki z Tomaszewskim wybił Anglikom z głowy marzenia o mundialu. Dzisiaj słuÅžy do mszy w szwajcarskim Sankt Gallen. Przed Wami Wielka biała gÃģra, czyli Jerzy Gorgoń.

Jerzy Gorgoń – biogram

  • Pełne imię i nazwisko: Jerzy Paweł Gorgoń
  • Data i miejsce urodzenia: 18.07.1949 Zabrze-Mikulczyce
  • Wzrost: 192 cm
  • Pozycja: Obrońca

Historia i statystyki kariery

Kariera juniorska

  • MGKS Mikulczyce (1961-1966)

Kariera klubowa

  • GÃģrnik Zabrze (1967-1980) 236 występÃģw, 22 bramki
  • FC Sankt Gallen (1980-1983) 78 występÃģw, 4 bramki

Kariera reprezentacyjna

  • Polska (1970-1978) 55 występÃģw, 6 bramek

Kariera trenerska

  • FC Sankt Gallen II
  • FC Sankt Gallen – MłodzieÅž
  • Blau-Weiss Sankt Gallen

Statystyki i osiągnięcia:

Osiągnięcia zespołowe:

GÃģrnik Zabrze

  • 2x mistrzostwo Polski (1971, 1972)
  • 5x Puchar Polski (1968, 1969, 1970, 1971, 1972)

Reprezentacja:

  • Mistrzostwo Olimpijskie (1972)
  • Vicemistrzostwo Olimpijskie (1976)
  • 3 miejsce na mistrzostwach świata (1974)

Był 1 września 1972 r. 33. rocznica wybuchu drugiej wojny światowej. Na igrzyskach w Monachium, Polacy po wysokich wygranych z Kolumbią (5:1) i Ghaną (4:0), mierzyli się z Niemcami. Pojedynek z NRD miał zadecydować o pierwszym miejscu w grupie. Przeciwnik ten nam nie leÅžał, a dwa lata wcześniej rozbił nas w Rostocku 5:0. Dodatkowo rywale byli uznawani za głÃģwnych kandydatÃģw do złota. GÃģrski mając awans do następnej rundy w kieszeni, nie zamierzał jednak kalkulować i chciał grać o pełną pulę. 1 września z Niemcami desygnował najsilniejszy skład.

Mecz Åžycia

Spotkanie w Norymberdze rozpoczęło się dla nas udanie. JuÅž w 6. minucie gry wyszliśmy na prowadzenie, a na listę strzelcÃģw wpisał się Jerzy Gorgoń. Rzut roÅžny wywalczył Lesław Ćmikiewicz. Przy chorągiewce piłkę ustawił Robert Gadocha, a pod bramkę Croya ściągały posiłki z drugiej linii, a nawet z obrony. Był tam teÅž mierzący 191 cm Gorgoń. Po dośrodkowaniu do piłki wyszedł Lubański, ale z linii bramkowej wybił ją zawodnik rywali. Ta jednak trafiła wprost pod nogi obrońcy GÃģrnika, ktÃģry w zamieszaniu huknął jak z armaty i nie dał najmniejszych szans niemieckiemu bramkarzowi.

TuÅž przed przerwą przeciwnicy zdołali doprowadzić do wyrÃģwnania, a Croy bronił jak w transie. Polska ofensywa nie była w stanie znaleŚć sposobu na pokonanie rywali. Do czasu. W 64. minucie wykonywaliśmy rzut wolny. Po interwencji obrońcÃģw, piłkę na 30-40 metrze przejął Gorgoń. Podprowadził ją trochę i oddał strzał Åžycia. Udało mu się zdobyć prawdopodobnie najpiękniejszą bramkę w karierze. Uderzył najlepiej jak potrafił – z ponad 30 metrÃģw prosto w samo okienko bramki Croya, ktÃģry nie mÃģgł nic zrobić.

Z odległości 30 metrÃģw piłka z taką siłą wpadła do gÃģrnego rogu bramki, Åže Croy tylko z desperacją machnął rękami. Ten gest najlepiej świadczył o walorach strzału, ktÃģry zdarzyć się moÅže raz na cztery lata. I to akurat podczas turnieju olimpijskiego – opisywano trafienie Gorgonia w ksiÄ…Åžce „Wielki finał”.

PoniÅžej bramki z tego spotkania:

Dzięki dwÃģm bramkom zawodnika GÃģrnika Zabrze, Polacy z kompletem zwycięstw wygrali rywalizację w swojej grupie. Warto zauwaÅžyć, Åže NRD było pierwszym silnym rywalem w turnieju, a wygrana ta na pewno dodała zawodnikom wiatru w Åžagle. Zwłaszcza Åže odniesiona została nad Niemcami i to 1 września. Wielu jednak zarzucało, Åže Polakom sprzyjało szczęście, gdyÅž oba strzały Gorgonia były kapitalne, praktycznie nie do obrony. GÃģrski jednak zauwaÅžał pÃģÅšniej w swoich wspomnieniach, Åže gole te nie były dziełem przypadku, a stanowiły efekt wielu prÃģb i Ä‡wiczeń na treningach.

Ktoś obdarzony twoim wzrostem i warunkami fizycznymi, a takÅže silnym strzałem, moÅže się okazać bardzo przydatny pod bramką przeciwnika przy egzekwowaniu np. rzutu wolnego – wbijałem wielokrotnie Gorgoniowi do głowy – dlatego nie zraÅžaj się tym, Åže ci raz czy drugi nie wyjdzie, wierz mi, Åže przyjdzie twÃģj dzień – opowiadał nasz wybitny trener w ksiÄ…Åžce „PÃģł wieku z piłką”.

Gra polskiego obrońcy została teÅž doceniona przez wiceprezesa FIFA, Walentina Garanatkina:

Doskonałe wraÅženie pozostawił wysoki stoper, ktÃģry znakomitą grę ukoronował dwiema bramkami rzadkiej piękności – komplementował Polaka działacz.

Z familoka na stadion

Jerzy Gorgoń urodził się 18 lipca 1949 r. w Mikulczycach jako jedyny syn Henryka i Krystyny. Dwa lata pÃģÅšniej miejscowość ta została włączona do Zabrza. Dorastał w tradycyjnej śląskiej rodzinie. Ojciec pracował w kopalni, a matka zajmowała się domem. Mieszkali w małym mieszkaniu, ale jak wspominał jeden z najlepszych polskich obrońcÃģw, innych warunkÃģw wtedy nie znali, więc nie było Åšle. Mały Jurek od dziecka interesował się piłką. Razem z podobnymi jemu chłopcami spędzał całe godziny na ganianiu za futbolÃģwką.

Kiedy miał 10 lat zauwaÅžył go działacz GÃģrnika Mikulczyce i zaproponował treningi w klubie.  Parę lat pÃģÅšniej zespÃģł ten, po połączeniu z innymi lokalnymi druÅžynami, zmienił nazwę na Międzyzakładowy GÃģrniczy Klub Sportowy i to właśnie w nim pierwsze piłkarskie kroki stawiał mały Jurek. Początkowo grał jednak w ataku. O tym, Åže zrobił karierę w defensywie, zadecydował, jak to zwykle w takich historiach bywaâ€Ķ zwykły przypadek. W jednym z meczÃģw MGKS Mikulczyce zabrakło stopera. Prowadzący zespÃģł trenerzy Goławski i Blania postanowili sprawdzić na tej pozycji 14-letniego Gorgonia, ktÃģry juÅž wtedy wyrÃģÅžniał się warunkami fizycznymi. Tak zaczęła się historia twardego, nieustępliwego obrońcy.

Młodzian swoją grą wyrÃģÅžniał się na tyle, Åže zainteresowała się nim Pogoń Szczecin. Kiedy dowiedzieli się o tym działacze zabrzańskiego GÃģrnika, stwierdzili, Åže nie mogą pozwolić, Åžeby ktoś zwinął im sprzed nosa utalentowanego juniora. Gorgoń nie zastanawiał się długo i jako 17-latek trafił do najlepszej druÅžyny w kraju.

Nie wahałem się. Jako chłopiec jeÅšdziłem na mecze GÃģrnika na Stadion Śląski. Oglądało się europejskie puchary i myślało, co by było, gdybyâ€Ķ Dla mnie GÃģrnik wtedy był takim klubem, jakim dziś dla nastoletnich chłopcÃģw jest Real Madryt czy Bayern Monachium – wspominał po latach Gorgoń.

Pod okiem Oślizły i Florenskiego

Jako młody chłopak oglądał popisy Lubańskiego i Szołtysika. Wejście do szatni musiało być dla niego nie lada przeÅžyciem. Odtąd miał przebierać się obok piłkarzy, ktÃģrzy naleÅželi do najlepszych w kraju, a kilku z nich prezentowało juÅž wtedy poziom europejski. Trafiając do zabrzańskiej druÅžyny, mÃģgł pełnymi garściami czerpać z doświadczenia m.in. Stanisława Oślizły i Stefana Florenskiego. Od pierwszego uczył się gry głową, a od drugiego wślizgÃģw, ktÃģre były stosunkowo nowym elementem piłkarskiego rzemiosła. Od obu natomiast wyniÃģsł przywiązanie do klubowych barw.

To był zawodnik wysokiej klasy światowej. Dla mnie idealny, bo miałem świadomość, Åže mogę sobie pozwolić na błąd i on tam będzie. To był ogromny luksus – mÃģwił Gorgoń o grze u boku Oślizły.

OprÃģcz Oślizły i Florenskiego formację obronną GÃģrnika tworzyli jeszcze Henryk Latocha i Edward OlszÃģwka. Początkowo młody Gorgoń nie miał szans na wygryzienie ze składu ktÃģregoś z rutynowanych kolegÃģw. Tym bardziej, Åže po przyjściu młokosa do klubu ci zdwoili wysiłki, starając się utrzymać w doskonałej formie i zachować miejsce w pierwszej jedenastce. Grał w druÅžynie juniorÃģw, z ktÃģrą wygrał finałowy turniej w Olsztynie. Debiut w seniorach zaliczył 24 marca 1968 r. w przegranym spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec. W pierwszym sezonie swojego pobytu na najwyÅžszym szczeblu rozgrywkowym wystąpił jednak w ledwie czterech meczach, ale trener Kalocsay widział w nim potencjał na naprawdę solidnego zawodnika.

Kalocsay dawał w kość. Kiedy zaczynałem, po treningu wszyscy szli do szatni, a mnie jeszcze gonił kilkanaście kÃģłek i robił dodatkowe zajęcia. Buntowałem się. MÃģwiłem, Åže mam niÅžsze od wszystkich stypendium, a pracuję za trzech. Ale miał rację, zrobił ze mnie piłkarza – opowiadał piłkarz w wywiadzie dla katowickiego Sportu.

W kolejnym sezonie pot wylewany na treningach zaczął przynosić efekty i 19-letni Gorgoń coraz częściej dostawał szansę gry od węgierskiego szkoleniowca. Wiosną 1969 r. kontuzji nabawił się Stanisław Oślizło – opoka formacji defensywnej GÃģrnika. Zadanie zastąpienia tego znakomitego piłkarza, trener powierzył właśnie młodemu obrońcy, ktÃģry w ten sposÃģb miał nabrać jeszcze większej wiary we własne umiejętności i udowodnić wszystkim niedowiarkom, Åže mimo młodego wieku zasługuje na miejsce w zespole. W marcu i kwietniu wystąpił w sumie w pięciu meczach ligowych i po kaÅždym z nich dziennikarze wychwalali jego bezbłędną grę i znakomite zgranie z Florenskim.

OgÃģlny poklask zdobył sobie rÃģwnieÅž styl gry obu środkowych obrońcÃģw. Dla nikogo nie były zaskoczeniem skuteczne i ofiarne interwencje Florenskiego. Natomiast postawa młodego Jerzego Gorgonia przeszła najśmielsze oczekiwania. Rozegrał prawie bezbłędną partię i dzięki temu ani przez moment nie odczuwało się nieobecności filaru defensywy gÃģrniczej – Stanisława Oślizły – pisano w Sporcie po wygranej GÃģrnika z chorzowskim Ruchem 2:0.

W tamtym sezonie GÃģrnik mistrzostwa nie zdobył, ale wywalczył Puchar Polski. Gorgoń w finale z Legią nie zagrał, ale zaliczając występy we wcześniejszych rundach, miał swÃģj udział w końcowym sukcesie. Dobry sezon w swoim wykonaniu zakończył 22 czerwca 1969 r., strzelając debiutancką bramkę w ostatniej minucie meczu ze szczecińską Pogonią.

Na europejskiej scenie

Po wygranym Pucharze Polski, GÃģrnik Zabrze w kolejnym sezonie reprezentował nasz kraj w Pucharze ZdobywcÃģw PucharÃģw. W marszu do finału na wiedeńskim Praterstadion niemałą rolę odegrał Jerzy Gorgoń. W rewanÅžowym spotkaniu z Rangersami zastąpił na Å›rodku obrony kontuzjowanego Florenskiego. Spisał się w tej roli bardzo dobrze. Wygrywał większość pojedynkÃģw w powietrzu, interweniował pewnie, twardo wkraczając we wszystkie akcje SzkotÃģw. To nie był ostatni raz, kiedy występem na brytyjskiej ziemi dał się we znaki gospodarzom, ale nie uprzedzajmy faktÃģw.

Z kolei w Ä‡wierćfinałowych bojach z Lewskim Sofia, Polak stoczył wiele wygranych pojedynkÃģw z asem BułgarÃģw Gundim Asparuchowem. W pierwszym meczu pokonał on co prawda dwukrotnie Huberta Kostkę, ale obie bramki były dość szczęśliwe, a to, Åže na tym skończyły się jego popisy, jest w duÅžej mierze zasługą Gorgonia. Natomiast w rewanÅžowym spotkaniu z AS Romą w Chorzowie, to właśnie dzięki niemu udało się wyrÃģwnać w ostatnich minutach meczu i przedłuÅžyć szanse na awans. Zabrzanie bili głową w mur przez całe spotkanie, a od 9. minuty przegrywali po golu Fabio Capello. Wreszcie w samej końcÃģwce Gorgoń przejął piłkę i biorąc na siebie cięŞar gry, ruszył na bramkę WłochÃģw. Był juÅž praktycznie w polu karnym i wtedy sfaulował go Elvio Salvori, a sfaulować zawodnika o takiej posturze to nie lada sztuka. Sędzia Ortiz de Mendebil z Hiszpanii wskazał na jedenasty metr i Lubański pewnie pokonał Alberto Ginulfiego.

Jurek na chama poszedł do przodu, sfaulowali go, a Åže był śnieg, więc linii nie było za dobrze widać. Nie było do końca jasne, czy stało się to w polu karnym. Sędzia biegł, by to sprawdzić, wpadł na mnie, a ja go właściwie zaniosłem na miejsce, gdzie jest „jedenastka”. Nie mÃģgł juÅž nic innego zrobić, jak podyktować karnego! Był upragniony remis – wspominał dla sport.pl Erwin Wilczek.

Jak skończyła się przygoda GÃģrnika w tamtej edycji Pucharu ZdobywcÃģw PucharÃģw, kaÅždy powinien wiedzieć. GÃģrnikom zabrakło być moÅže szczęścia, a być moÅže doświadczenia. Gorgoń po latach tak tłumaczył finałową poraÅžkę:

Chyba byliśmy juÅž zbyt zadowoleni z siebie, z tego, Åže weszliśmy do finału. Wszyscy mÃģwili, Åže to i tak juÅž duÅžo. A my jechaliśmy na ZachÃģd jak na zakupy. NiektÃģrzy zabrali Åžony. Nie było czasu na futbol, weszło rozluÅšnienie.

Z orłem na piersi

Jego udane występy w lidze i w europejskich pucharach nie mogły umknąć uwadze selekcjonera. W reprezentacji Gorgoń zadebiutował jeszcze za kadencji Ryszarda Koncewicza w meczu z Irlandią w Dublinie 23 września 1970 r. W tym samym roku zagrał jeszcze z Albanią, ale podstawowym zawodnikiem w pełni stał się u Kazimierza GÃģrskiego. W druÅžynie mistrzÃģw olimpijskich na Å›rodku obrony grał zarÃģwno z Ä†mikiewiczem, jak i z Ostafińskim. Mimo Åže był jednym z najmłodszych zawodnikÃģw w ekipie, to powierzone mu zadania wypełniał z naleÅžytą starannością, a reprezentacja zyskała wielkiej klasy piłkarza na Å‚adnych parę lat. Trener GÃģrski w Alfabecie pana Kazimierza Macieja Polkowskiego tak opisał Gorgonia:

UwaÅžam, Åže był to jeden z lepszych środkowych obrońcÃģw w Europie. Warunki fizyczne miał wspaniałe, a przy tym był bardzo sprawny i szybki. Wygrywał wiele pojedynkÃģw, takÅže biegowych, przede wszystkim głową, ze względu na wzrost. W szczytowym okresie kariery był nie do pokonania, nie do przejścia. Bardzo mocny punkt reprezentacji. OdniÃģsł z nią wiele sukcesÃģw. Walory fizyczne i umiejętne ich wykorzystywanie zniechęcały zdecydowaną większość rywali. A niektÃģrzy, tak przypuszczam, to zwyczajnie się go baliâ€Ķ i wcale im się nie dziwię, bo jak taki „olbrzym” ruszył i się rozpędził, to nie było przeprośâ€Ķ

Na zgrupowaniu przed eliminacyjnym meczem z Walią w Chorzowie, w ośrodku, w ktÃģrym mieszkali reprezentanci, odbyła się ceremonia wręczenia przez redakcję Sportu nagrÃģd z okazji zakończenia challenge’u o Złote Buty za sezon 1972/73. Zwycięzcą został Jerzy Gorgoń. Nie powinno to dziwić, bo zabrzanin miał za sobą serię świetnych występÃģw. Niemal kaÅždy jego występ w ciągu ostatnich miesięcy opisywano w prasie jako wyrÃģÅžniający się na tle innych. Praktycznie zawsze naleÅžał do najlepszych na boisku i krÃģlował w defensywie.

Najlepszy w mecz w karierze rozegrał na igrzyskach z NRD, ale najbardziej w pamięci zapadło mu inne spotkanie. Pytany o to jedno, wyjątkowe, bez namysłu wskazywał pojedynek z Anglią na Wembley. Dumnych AnglikÃģw zatrzymał Tomaszewski, ale nie zrobiłby tego bez całej defensywy, a zwłaszcza brylującego w niej Gorgonia. Rywale odbijali się od niego jak od skały, wrzutki na pole karne okazywały się nieskuteczne głÃģwnie ze względu na twardego i silnego Polaka. Po meczu angielska prasa nazwała go The Telephone Booth, bo w czerwonej koszulce i swoimi rozmiarami przypominał właśnie budkę telefoniczną. Inny pseudonim, jaki przylgnął do niego po tej konfrontacji to Wielka biała gÃģra.

Fußball-Weltmeisterschaft 1974

Gracz GÃģrnika dyrygował obroną rÃģwnieÅž na mistrzostwach świata w Niemczech. 10 dni przed turniejem, GÃģrski zdecydował, Åže na Å›rodku Gorgoniowi będzie partnerował młodziutki Władysław Åŧmuda. Decyzja ta była bardzo odwaÅžna, ale trener wiedział, co robi. Obaj zawodnicy stworzyli jeden z najlepszych duetÃģw stoperÃģw w historii polskiej piłki.

Obaj dobrze spisali się w starciu z Argentyną, a w meczu z Haiti Gorgoń przypomniał sobie, jak potrafi uderzyć z dystansu. Po rzucie wolnym w 32. minucie, Gadocha wystawił piłkę do nadbiegającego obrońcy, a ten nie dał szans haitańskiemu bramkarzowi, posyłając bombę w gÃģrny rÃģg.

To był strzał! To był brazylijski fałsz. Piłka miała minąć bramkę i w ostatniej chwili jak zdalnie sterowana skręciła w sam rÃģg. Kto tak potrafi strzelać? Panie trenerze! Proszę mnie wystawić do atakuâ€Ķ – ekscytował się po meczu.

Gorgoń swoimi wślizgami wybił z głowy grę Kempesowi. W spotkaniu drugiej rundy ze Szwedami, rÃģwnieÅž w ten sposÃģb często zaÅžegnywał niebezpieczeństwo w naszej strefie obronnej. Jednak w 65. minucie to po jego interwencji sędzia podyktował rzut karny, lecz na szczęście Tomaszewski nie dał się pokonać. Po zwycięstwie nad Jugosławią, w ktÃģrej nasz bohater rÃģwnieÅž nie ustrzegł się błędu, przyszedł czas na spotkanie z RFN. O tym meczu napisano juÅž wszystko, a sam Gorgoń po latach przyczyn poraÅžki dopatrywał się w rozluÅšnieniu zespołu.

Mam wraÅženie – nie, nie wraÅženie – jestem pewien, Åže wtedy byliśmy nasyceni samym awansem do strefy medalowej. Cieszyliśmy się, Åže znaleÅšliśmy się w czwÃģrce topowych zespołÃģw mistrzostw i poraÅžka z Niemcami aÅž tak szczegÃģlnie nas nie zmartwiła. Myśleliśmy sobie – trudno, przecieÅž oni są najlepsi na Å›wiecie, a w dodatku gospodarze. A teraz, z wiekiem, myśl, Åže jednak nie udało nam się wtedy z nimi wygrać, coraz bardziej mnie uwiera. PrzecieÅž mogliśmy zagrać w finale mistrzostw świata! JeÅželi ktoś mÃģgł pokonać NiemcÃģw, to tylko Polska. Jest więc czego Åžałować. Nie mÃģwmy, Åže zrobiliśmy wystarczająco duÅžo, bo mogliśmy jeszcze więcej – mÃģwił w rozmowie z Przeglądem Sportowym przed meczem z Niemcami z 2014 r.

Afera w pociągu

Koledzy zapamiętali Jurka jako spokojnego, raczej wycofanego człowieka. Stronił teÅž od dziennikarzy. Andrzej Strejlau wspominał jednak, Åže wewnątrz zespołu odgrywał bardzo waÅžną rolę. Był otwarty i lubił Åžartować. Wielu wytyka mu, Åže przed waÅžnymi meczami zgłaszał trenerom drobne niedyspozycje, tak jakby liczył na to, Åže uda mu się uniknąć odpowiedzialności. Ci jednak z czasem nauczyli się ignorować jego skargi. W ten sposÃģb np. â€žchory” Gorgoń pomÃģgł naszej druÅžynie w zwycięstwie nad Brazylią w 1974 r.

Zapowiadało się, Åže zrobi olbrzymią karierę. Warunki fizyczne nieprawdopodobne, taki kawał „zwierzaka”, jednak w pÃģÅšniejszym okresie chyba nie wytrzymywał ciśnienia. ZarÃģwno w lidze, jak i reprezentacji grał rÃģÅžnie – wspominał kolegę Grzegorz Lato w biografii autorstwa Macieja Polkowskiego.

Jego pogodne i spokojne usposobienie kontrastowało z groÅšną posturą, a cieniem na jego karierze połoÅžyła się afera alkoholowa. W czerwcu 1976 działacze GÃģrnika uznali, Åže druÅžynie przyda się sparing z francuską druÅžyną Valenciennes. GÃģrnicy przegrali 2:3 i wracali do Zabrza pociągiem. Czekała ich 20-godzinna podrÃģÅž. Jak wspominał w swojej biografii Andrzej Szarmach, w przedziale, w ktÃģrym czekało sześć kuszetek, zamknęło się od Å›rodka dwÃģch działaczy.

Albo zasnęli i nie słyszeli zawodnikÃģw, albo mieli ich gdzieś. Tak czy inaczej, czterech zawodnikÃģw – Andrzej Szarmach, Lucjan Kwaśny, Ireneusz Lazurowicz i Jerzy Gorgoń zostali na lodzie i przyszło im spędzić podrÃģÅž na korytarzu. Kiedy kaÅždy przysiadł sobie na wąskim krzesełku i odliczał kilometry do końca podrÃģÅžy, na horyzoncie pojawił się chłopak z baru, ktÃģry pchał przed sobą wÃģzek z kanapkami, słodyczami iâ€Ķ piwem.

Przejechał raz – wzięliśmy butelkę. Przejechał za godzinę drugi raz – znowu. Trzecia runda – trzeci browar. Nie pamiętam, ile razy robiliśmy u niego zakupy, ale z czasem poczuliśmy zmęczenie i opierając głowę o twardą ścianę, szukaliśmy snu. W pewnym momencie obudziło nas skrzypnięcie drzwi. Jeden z pasaÅžerÃģw wychodził z przedziału, zwalniając swoje miejsce. Jurek Gorgoń grzecznie zapytał, czy moÅže je zająć. Sprzeciwu nie było. Kiedy wrzucał swoją torbę na pÃģłkę, pociąg gwałtownie zahamował i Wielka Biała GÃģra – jak mÃģwiliśmy na Jurka – zwaliła się na pewną panią. Mimo Åže Gorgoń przeprosił, a pani wyszła z całej sytuacji bez szwanku, w obronę postanowił ją wziąć jakiś bojowo nastawiony jegomość. Wywiązała się dyskusja, ktÃģra w kilka sekund przerodziła się w awanturę – relacjonował Szarmach w swojej biografii.

Piłkarze zostali zawieszeni za swoje zachowanie, ale pojechali z kadrą na tournÃĐe do Ameryki. GÃģrski widział Szarmacha i Gorgonia w składzie na mecze eliminacji mistrzostw Europy z Holandią, a związek był podobnego zdania. Ostatecznie jednak Diabeł został uniewinniony, ale Długi został bezwzględnie zdyskwalifikowany na pÃģł roku. Krytycznie decyzję PZPN, ktÃģry ugiął się pod opiniami, oceniał trener GÃģrski.

Było to działanie przeczące logice, a takÅže pozbawione wszelkich cech wychowawczych i jeśli mogło odnieść jakiś skutek, to tylko odwrotny od zamierzonego. SposÃģb załatwienia całej sprawy świadczył o słabości związku, w ktÃģrym od pewnego czasu Åšle się działo – wspominał selekcjoner w ksiÄ…Åžce „PÃģł wieku z piłką”.

Trener chciał nawet doprowadzić do konfrontacji obwinionych oraz poszkodowanych w obecności działaczy PZPN i GÃģrnika, ale zrezygnował z tego pomysłu. Jak sam przyznał, pÃģÅšniej tego Åžałował, zwłaszcza po meczu w Amsterdamie, gdzie brakowało kogoś takiego jak Gorgoń właśnie. TwÃģrcy największych sukcesÃģw przypisuje się teÅž powiedzenie Wolę pijanego Gorgonia niÅž trzeÅšwego Ostafińskiego, ale według Andrzeja Gowarzewskiego prÃģÅžno szukać w nim prawdy.

Za wielką wodą

Mimo niepowodzeń w eliminacjach do mistrzostw Europy, na igrzyska w Montrealu Polacy jechali w roli faworytÃģw. Mistrzowie olimpijscy sprzed czterech lat i trzecia druÅžyna świata sprzed dwÃģch, musiała po prostu przywieŚć medal. I przywiozła. Tyle tylko, Åže wbrew oczekiwaniom, był to medal srebrny. O samym występie kadry na tym turnieju przyjdzie jeszcze czas by opowiedzieć. Prawdą jest jednak, Åže Polacy nie spełnili oczekiwań. Dodatkowo kaÅždy przeciwnik chciał się zaprezentować jak najlepiej na tle tak klasowej druÅžyny.

Nie pokazując najlepszej formy, Polacy dotarli jednak do finału. Tam czekała juÅž druÅžyna NRD, ktÃģra chciała się zrewanÅžować za poraÅžkę cztery lata wcześniej. Mecz rozpoczął się z dwugodzinnym opÃģÅšnieniem, bo dzień wcześniej na tym samym stadionie odbywał się konkurs w ujeÅždÅžaniu i dopiero sposobiono się, Åžeby przygotować boisko do gry. Niestety na niezbyt dobrze przygotowanej murawie, po wyjściu na rozgrzewkę urazu doznał Gorgoń i musieliśmy radzić sobie bez naszej opoki w defensywie. NiektÃģrzy posądzali obrońcę, Åže kontuzja była wymÃģwką, bo dobrze wiedział, Åže w takiej formie o wygraną z NRD będzie cięŞko. Po 15. minutach było juÅž 2:0, a chwilę pÃģÅšniej o zmianę poprosił Tomaszewski. Trzecia druÅžyna świata się rozsypała. Ostatecznie przegraliśmy 1:3, a srebrny medal odebrano w kraju jako poraÅžkę.

Z podobnymi oczekiwaniami jechaliśmy na mundial do Argentyny. Według wielu obserwatorÃģw mieliśmy wtedy silniejszą ekipę niÅž w 1974 r. Ciągłe zmiany w składzie dokonywane przez Jacka Gmocha nie przyniosły oczekiwanych efektÃģw. W kluczowym meczu z Argentyną, miejsce Gorgonia na Å›rodku obrony zajął Kasperczak. Selekcjoner był przekonany, Åže Albiceleste będą grali dołem, tymczasem Kempes pierwszą bramkę zdobyłâ€Ķ głową.

Cały ten mecz był dziwny, a najdziwniejszy był skład (â€Ķ) w obronie Maculewicz, Kasperczak, Åŧmuda i Szymanowski. A gdzie Gorgoń? Gdzie „Wielka Biała GÃģra”, jak na niego wołali? Gdzie ta ostoja defensywy? Na trybunach! Kontuzjowany? Nie. Chory? Nie. Zawieszony za kartki? Nie. Nie chciało mu się grać? Nie. Jacek Gmoch stwierdził po prostu, Åže Argentyna będzie grała po ziemi. A skoro tak, wielkolud Gorgoń na obronie wydawał się trenerowi zbędny. (â€Ķ) Są podejrzenia, Åže te roszady Gmocha były celowe. PrzecieÅž taki Kempes przy Jurku by sztycha nie zrobił, bo by się go wystraszył. A strzelił dwa gole. (â€Ķ) Za duÅžo było zmian właśnie w tym meczu (â€Ķ) To, Åže Deyna nie strzelił karnego, wpływu na mecz aÅž tak duÅžego nie miało. KaÅždemu moÅže się zdarzyć. Ale roszady z Gorgoniem nie rozumiem do dziś – wspominał Szarmach.

WtÃģrował mu Grzegorz Lato, ktÃģry w cytowanej juÅž biografii o nieobecności Gorgonia mÃģwił tak:

PrzecieÅž taki Gorgoń zrobiłby dwa wślizgi i poroznosił rywali po trybunach. To jego by się bali i obiegali z daleka.

Wszyscy niemal są zgodni, Åže Jacek Gmoch przekombinował ze składem, ale faktem jest, Åže z Argentyną w czasach rządÃģw wojskowej junty wygrać było bardzo, bardzo cięŞko. Sam zawodnik jednak nie Åžywi do selekcjonera urazy, a o całej sprawie we wspominanej rozmowie z â€žPrzeglądem Sportowym” mÃģwił tak:

Dziwna to była decyzja. Na mojej pozycji zagrał Heniek Kasperczak, choć warunki fizyczne sprawiały, Åže byłem bardziej predestynowany do walki o gÃģrne piłki z argentyńskim asem Mario Kempesem. Nie chcę krytykować Gmocha. Było, minęło. Spotkałem go w czerwcu w Gdańsku, gdzie świętowaliśmy 40-lecie medalu mistrzostw świata. O tamtej historii oczywiście była gadka, ale tak bardziej na luzie, w kategoriach anegdotek i wesołych docinek. Czas leczy rany, człowiek chce pamiętać tylko o sympatycznych sprawach.

Degradacja i wyjazd za granicę

Na turniej do Ameryki Południowej Gorgoń pojechał juÅž po spadku GÃģrnika do drugiej ligi. Tak. Wielki GÃģrnik Zabrze, ktÃģry 8 lat wcześniej bił się jak rÃģwny z rÃģwnym z najlepszymi na kontynencie, spadł z ligi. Kiedy zabrzanie jeÅšdzili na mecze wyjazdowe, zapełniały się stadiony, bo wszyscy chcieli zobaczyć ich w akcji. Nie przeszkadzało kibicom, Åže z wielkiego GÃģrnika został juÅž praktycznie tylko Gorgoń i Zygfryd Szołtysik. Magia klubu działała nadal.

Wiedziałem, Åže oczy kibicÃģw są zwrÃģcone na mnie i nie mogę się ośmieszyć. KaÅždy nasz przyjazd powodował, Åže stadiony się zapełniały. Miejscowi przyjmowali nas ciepło – wspominał w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.

GÃģrnik wrÃģcił na najwyÅžszy poziom juÅž za pierwszym podejściem, a nad drugą w tabeli druÅžyną miał 13 punktÃģw przewagi. Niedługo po powrocie do ekstraklasy, Gorgoń odszedł z GÃģrnika i swoją karierę kontynuował za granicą. Z klubem poÅžegnał się niezbyt udanie, bo zabrzanie przegrali z Widzewem aÅž 1:6, a Długi po przerwie nie wyszedł juÅž na boisko, co tłumaczono kontuzją.

Przygodę z piłką kontynuował w Szwajcarii. Wybrał ofertę Sankt Gallen, choć były teÅž propozycje z Grecji, ale bez konkretÃģw. Jak sam mÃģwił, postanowił sprÃģbować czegoś nowego w Europie. W szwajcarskim zespole występował przez trzy lata. Potem jeszcze grywał w amatorskich druÅžynach, ale tam teÅž meczom towarzyszyły nerwy i stres. W końcu zapytał siebie, do czego mu to potrzebne i stwierdził, Åže pora odłoÅžyć buty w kąt.

PrÃģbował teÅž swoich sił jak szkoleniowiec. Trenował juniorÃģw i rezerwy Sankt Gallen, a pÃģÅšniej jeszcze druÅžynę Blau-Weiß Sankt Gallen. Jednak jak większość orłÃģw GÃģrskiego, zdecydowanie lepiej czuł się jako piłkarz niÅž trener.

W Szwajcarii mieszka do dzisiaj. Przez 27 lat pracował w koncernie handlowym i rozdzielał towary. Teraz jest na emeryturze, a czas upływa mu na wycieczkach w malowniczych okolicach Jeziora Bodeńskiego. Jego medale leŞą w szufladzie, najczęściej spogląda na Zloty But redakcji Sportu, ale to tylko dlatego, Åže stoi na telewizorze.

Jako człowiek jest i był bardzo wierzący. Przed wejściem na boisko zawsze czynił znak krzyÅža. Nie w smak było to komunistycznym władzom, ktÃģre prÃģbowały go przekonać, Åžeby robił to w szatni, a nie w Å›wietle jupiterÃģw. Gorgoń nie miał jednak zamiaru się na to zgodzić. Dzisiaj teÅž jest blisko Boga. W katedrze w Sankt Gallen w ostatnią niedzielę miesiąca odbywają się msze dla miejscowej Polonii. Do mszy słuÅžy właśnie Gorgoń.

Co miesiąc przyjeÅždÅža do nas polski ksiądz z Zurychu i spotykamy się w grupie 30-40 rodakÃģw. Pomagam mu wtedy przy odprawianiu mszy. Zapalam świece i zbieram datki, chodząc z tacą. Nie przypuszczałem, Åže na stare lata zostanę ministrantem – opowiadał w rozmowie dla Przeglądu Sportowego.

Bez wątpienia jest jednym z najlepszych polskich obrońcÃģw wszech czasÃģw. Gdyby ktoś tworzył najlepszą jedenastkę w historii polskiej piłki, Gorgoń byłby pewnie jednym z pierwszych wyborÃģw. Łagodny i pogodny na co dzień, na boisku zamieniał się w zaporę nie do przejścia. Nie dało się go ani obejść, ani przepchnąć. Znakomicie wykorzystywał swoje warunki fizyczne. Dwukrotnie zdobywał mistrzostwo Polski i pięciokrotnie Puchar Polski. Dla GÃģrnika rozegrał 304 mecze i strzelił 18 bramek. W kadrze zaliczył 55 występÃģw i sześciokrotnie wpisywał się na listę strzelcÃģw. Trudno jednak oprzeć się wraÅženiu, Åže mÃģgł osiągnąć jeszcze więcej. Osiągnął jednak tyle, na ile pozwoliły mu okolicznościâ€Ķ Gdyby zagrał wtedy z Argentynąâ€Ķ Gdybyâ€Ķ4

BARTOSZ DWERNICKI

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 4.6 / 5. Licznik głosÃģw 10

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. BądÅš pierwszy!

Cieszymy się, Åže tekst Ci się spodobał

SprawdÅš nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, Åže ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były moÅžliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze MistrzÃģw i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. PÃģÅšniej przyszła fascynacja RaÚlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niÅž klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje teÅž w futbolu za Åželazną kurtyną. Lubi podrÃģÅže i gÃģrskie wędrÃģwki.

Więcej tego autora

Najnowsze

Dariusz Kantor walczy o pierwsze zwycięstwo – reminiscencje po meczach Resovii

Kilka tygodni temu pisaliśmy o rozegranych w Stalowej Woli derbach Podkarpacia. Stanowiły one dla Dariusza Kantora debiut w roli trenera Resovii. Jego druÅžyna przegrała...

Koncert charytatywny w Rzeszowie. JuÅž w tę sobotę wystąpi zespÃģł Ziembul. PomÃģÅžmy Kacperkowi!

JuÅž 17 paÅšdziernika 2026 roku, czyli w najbliÅžszą sobotę odbędzie się w Rzeszowie wyjątkowe wydarzenie. W Centrum MłodzieÅžy przy ulicy Osmeckiego 51 zostanie zorganizowany...

Zwycięska seria przed reprezentacyjną przerwą – reminiscencje po meczach Stali RzeszÃģw

Piłkarze Stali RzeszÃģw spędzili przerwę przeznaczoną na mecze reprezentacji w znakomitych nastrojach. DruÅžyna Marka Zuba tuÅž przed rozpoczęciem ligowej pauzy odniosła pięć zwycięstw z...